Historia prawdziwa: oni rzucili wszystko i wyjechali na Bali!

Oni rzucili wszystko i wyjechali na Bali! Kim są? Historia tej rodziny, opisującej swoje życie na blogu alltogetherblog.com wydała mi się na tyle inspirująca, że postanowiłam przeprowadzić z nimi krótki wywiad. Na moje pytania w imieniu wszystkich odpowiada Mama. Poznajcie ich bliżej!

Oni rzucili wszystko i wyjechali na Bali!

Jesteśmy rodziną jakich wiele: dzieci chodzą do szkoły, rodzice pracują. Któregoś dnia postanowiliśmy przełamać rutynę, sięgnąć po więcej, wyjść poza własne ograniczenia i uwolnić się od ram wytyczonych codziennością. Przy minimalnym budżecie mieszkamy na Bali i realizujemy nasze marzenia.

Lubimy żyć na 100%, ciągle się rozwijać i udoskonalać – nie czas na siedzenie na kanapie i telenowele (zresztą nie mamy kanapy ani telewizora). Chcemy, aby nasze dzieci dorastały w rzeczywistości innej niż tylko ta codzienna, otworzyły oczy na różnorodność i bogactwo świata.

Jesteśmy wszyscy razem blisko siebie, i to nie tylko w weekendy. Nie chcemy zwiedzać, tylko odwiedzać, dlatego staramy się żyć tak jak lokalni mieszkańcy, razem z nimi, a nie tylko obok nich. Nie chcemy być turystami, tylko wniknąć w tryb, zwyczaje i rytm życia wyspy, poznając świat Balijczyków od kuchni. Jesteśmy dociekliwi i szukamyautentycznych przeżyć, które trudno znaleźć na liście atrakcji z przewodnika turystycznego.<3



Tata Jestem Florian. Jestem fajnym tatą i lubię się zamyślać. Zupełnie nie mam podzielnej uwagi i nie mogę robić wielu rzeczy naraz. Gram na wszystkich instrumentach świata, ale nie za dobrze. Ta podróż to mój pomysł.

Mama Jestem Ola. Lubię, jak czasem wszyscy zostawią mnie w spokoju. Jestem dobra w wielu rzeczach, ale w żadnej tak do końca. Z gruntu pesymistka i katastrofistka. Mam lęk wysokości i nie znoszę podróżować.

Syn Jestem Olaf. Bardzo lubię pływać w basenie i jeść świństwa. Jestem dość rozsądny, choć emocjonalny. Zwykle rozum przegrywa z rozpaczą, jaka mnie ogarnia.

Córka Jestem Łucja. Słynę z szantażu i znęcania się nad bratem. Lubię Bali, bo wszyscy wołają na mnie „Hey, beautiful!”. A ja i tak mam wszystko gdzieś. 51 1.

Ja: Powiedzcie kilka słów o sobie, czym się zajmujecie na co dzień?
Mama: Zwyczajna rodzina 2 + 2. Ja pracuję dorywczo, jak coś się znajdzie. Mam wykształcenie architektoniczne, dlatego nie pracuję na etat. Nie wiem, czy to w sumie wyjaśnia sytuację dla tych, którzy architektami nie są. To żmudna i ciężka robota, którą wykonuje się najczęściej u kogoś w biurze do późnych godzin wieczornych za małe pieniądze. Dlatego z niej zrezygnowałam na rzecz różnych innych pomysłów. Najpierw była to joga, której uczyłam przez 5 lat i która przysłużyła się do wyjazdu na Bali. Teraz zajmuję się głównie pisaniem oraz prowadzę kreatywne warsztaty dla dzieci. Mój mąż Florian przed wyjazdem pracował w agencji marketingowej, teraz, po powrocie, jest freelancerem. Dzieci – oboje w pierwszych klasach podstawówki.

2. Jak powstał pomysł wyjazdu na Bali?
Oczywiście był to spontan. Miała to być rajska wyspa, daleko od domu, ciepłe i tanie miejsce. Padło na Bali, bo wokół Bali krąży taki właśnie mit wielkiej szczęśliwości. Powstał co najmniej jeden słaby film na ten temat. Ponieważ rok temu uczyłam dużo jogi, a na Bali miałam koleżankę, która prowadzi tam szkołę i ashram, wybór padł naturalnie.

3. Z czego wynikała decyzja o „rzuceniu wszystkiego i wyjechaniu na Bali”?
Głównie z frustracji codziennością. Monotonią, beznadziejną polską szarugą jesienno-zimową. Byliśmy „niedogrzani” polskim latem. Dwa lata wcześniej powróciliśmy z siedmioletniej emigracji z Wysp Brytyjskich, mieliśmy nadzieję na śnieg zimą i upał latem. Niestety, ziąb i chłód polski okazał się zbyt trudny do przetrzymania kolejny rok. Lato było za krótkie, zimy nie były słoneczne ani naprawdę mroźne. Życie ograniczało się do kursowania szkoła – dom – zakupy. Nie zapowiadało się, że będzie lepiej. Musieliśmy wyjechać, żeby nabrać dystansu, zobaczyć, czy ta Polska to ma dla nas jeszcze sens.

4. Czy marzenie o egzotycznym i wspaniałym życiu na Bali spełniło się? Czy myślicie/myśleliście o powrocie do Polski?
Jak to mówią: wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Oczywiście, że tak. Bali okazało się być wspaniałe, ale nie nasze. To dobre miejsce na wypad na miesiąc lub dwa, ale dłużej nie chcielibyśmy tam mieszkać. Właśnie – „mieszkać”, bo my ten wyjazd traktowaliśmy nie do końca poprawnie. Dla nas to było nie „holiday destination”, tylko nowe miejsce do życia. Okazało się, że są sprawy dla nas istotne, których się nie przeskoczy. W raju cięli drzewa tak jak na łódzkich ulicach. Nie było zwierząt i ptaków, a na palmach siedziały gołębie. Co wieczór smród palonych śmieci unosił się nad pięknymi wioskami i pełzał w kierunku morza. Widoczność także przez to była fatalna. Śmieci – skoro się pali, to na pewno się nie segreguje. Wyspa jest mocno przeludniona, stąd szalony ruch i spaliny. Zwierzęta to kolejny ból serca. Chore, wyleniałe, chude psy, dzikie, bezdomne koty, ostatnie egzotyczne ptaki w klatkach, zażynane prosiaki. Wszechobecny plastik, pakowanie owoców w plastikowe tacki, brak wody pitnej. Tego wszystkiego nie widzą turyści, którzy przyjeżdżają do ekskluzywnego hotelu. Dla nich te pozory raju są pięknie zachowane, są odgrodzeni od tego szybą samochodu, murem hotelowego rezortu.

5. Jak zmieniło się Wasze życie po wyjeździe na Bali?
Oj tak. Teraz kochamy Europę bezwarunkowo. To prawdziwe błogosławieństwo, że jesteśmy stąd, że możemy pojechać tam, jeśli tego zapragniemy. Mało który Azjata ma taką możliwość. Ten wybór i wolność to coś, co jest teraz dla nas najcenniejsze. Poznaliśmy wartość tego, co to jest świadomość, wiedza o świecie. Nie wiemy pewnie wszystkiego, ale to, że możemy żyć w najlepszym ekonomicznie i kulturowo rozwiniętym obszarze tego świata, to dla nas wielki atut i z tego nie mamy zamiaru rezygnować. Nabraliśmy wiele odwagi życiowej. Ten wyjazd kosztował nas wiele: musieliśmy rzucić pracę, zamknąć wiele etapów, poodcinać sporo ciągnących się spraw. To duży wysiłek, dla wielu wręcz niemożliwy do zrealizowania. Teraz nic nie wydaje nam się już takie skomplikowane. Domowa edukacja, opieka do kota, domu, samochodu, wszystko da się załatwić, zorganizować. Każdy następny nasz wyjazd będzie już o wiele prostszy. Każda nowa praca lub zlecenie łatwiejsze do uzyskania. 54 Oni rzucili wszystko i wy jechali na Bali

6. Jak się ma wizja takich beztroskich dni na wyspie z rzeczywistością?
Myślę, że wizja każdego jest inna. Nasza była podobna do rzeczywistości. Powietrze ciężkie od upału, ogromna jasność słońca, które wydaje się być znacznie bliżej niż w Polsce. Huk dżungli w nocy, ciało mokre od potu. Zimne prysznice, które dają przyjemność, a nie gęsią skórkę. Chłodny, pusty basen. Jedzenie ostre i słodkie. Dojrzałe owoce, kokosy spadające z drzew. Wszystko to było, czasem bardziej, czasem mniej. Wiele z tych naszych przygód opisywaliśmy na blogu. Wszystko jest oczywiście dobrze, jak nie trzeba pracować, załatwiać wizy czy szukać lekarza. A takie sytuacje niestety mają miejsce nawet w raju.

7. Powiedzcie, w jaki sposób przestawić swoje myślenie, aby faktycznie uwierzyć, że życie zależy od nas i jeśli chcemy wyjechać na egzotyczną wyspę, to wystarczy po prostu do tego dążyć, a cel na pewno zostanie osiągnięty. Czy tak to faktycznie działa?
Wydaje mi się, że trzeba pokonać w sobie ten ogromny lęk przed ruszeniem w nieznane. Boimy się kończyć, zrywać związki, nikt nie lubi gwałtownych zmian. Dla nas był to chrzest bojowy, choć przecież jeździliśmy już dużo po świecie i przeprowadzaliśmy się z miejsca na miejsce. Ta podróż miała jednak wymiar bardziej symboliczny. Udowodniliśmy sobie, że możemy zrobić cokolwiek i to właśnie był ten magiczny test czy też egzamin.

8. Bardzo dużo czytam o podświadomości, o tym, że w spełnianiu marzeń bardzo ważna jest ich wcześniejsza wizualizacja. Co sądzicie na ten temat?
U nas to chyba nie działa tak do końca. Decyzje są zwykle wynikiem przypadku niż planów i koncentracji na jakimś konkretnym obrazie. Chcieliśmy dużej zmiany, zmiany zupełnie diametralnej, i dlatego wyjechaliśmy na drugą stronę. Postawiliśmy wszystko do góry nogami.

9. Jaka według Was jest recepta na pogodzenie rzeczywistości z własnymi marzeniami?
To ciągła walka. Nie ma jednej recepty. Warto mieć marzenia, które mogą się zmienić w rzeczywistość. Trzeba żyć chwilą obecną. To zaprzecza idei wyjeżdżania w poszukiwaniu szczęścia. Jednak wyjeżdżając, łatwiej nabrać dystansu do siebie i swojej sytuacji życiowej. My nie wzięliśmy też ze sobą zbyt wielu rzeczy – to było bardzo oczyszczające. Wszystko, co miało dla nas sens i wartość, mieliśmy przy sobie.

10. Kto lub co jest dla Was inspiracją?
Jest taka jedna piosenka… „Corona Extra: A Journey by Taylor Steele – From Where You’d Rather Be”. Także impresje, pojawiające się wszędzie obrazy, informacje, przykłady, że można żyć inaczej. Świat nas wołał, Internet krzyczał zdjęciami, blogami lifestylowymi. Życie to nie tylko kredyt i monotonia codzienności.

11. Wyjazd na Bali to taka metafora porzucenia życia, które nam się nie podoba, i rozpoczęcie takiego, które będzie nas satysfakcjonować. Jak to jest postawić wszystko na jedną kartę? Czy odczuliście coś takiego, wyjeżdżając na Bali?
Tak, oczywiście. To było zupełne katharsis.

12. Co poradzicie każdemu, kto chciałby zmienić swoje życie i zacząć wreszcie żyć po swojemu?
Warto zmieniać, każda zmiana jest na lepsze. Jeszcze nie słyszałam, żeby ktoś żałował podróży, a tylu, och tylu o tym marzy. Żyjmy swoim życiem, Kochani, nie patrzmy na życie innych. Media społecznościowe to taka namiastka prawdziwego życia. Nic nie będzie może tak idealnie jak u tej blogerki z Australii, ale będzie to Twoje własne przeżycie, doświadczenie, którego smak i zapach pozostanie z Tobą na zawsze.

Author


Avatar